Od dziś kocham Wickhama - „Śmierć w Pemberley” („Death comes to Pemberley”)
Gdyby popularność powieści mierzyć ekranizacjami i przedziwnymi wariacjami na jej temat, to „Duma i uprzedzenie” Jane Austen nawet jeżeli nie wygra, to będzie w ściślej czołówce. Fenomen, prawdziwy fenomen. Zachęcona dość pozytywnymi recenzjami i faktem, że to produkcja BBC, sięgnęłam po „Śmierć w Pemberley”, mini serial opowiadający o dalszych losach Elizabeth Bennet (teraz już Darcy) i Fitzwilliama Darcy’ego. Są małżeństwem, dochowali się ślicznego synka i wiodą szczęśliwe życie. Taka sielanka musiałaby wiać na kilometr nudą, a na to scenarzyści nie mogą przecież pozwolić, gdyż widz zanudziłby się przy oglądaniu. Zakładając, że w ogóle dotrwałby do końca. Zgodnie z tytułem, w okolicy Pemberley dochodzi do morderstwa, o które zostaje oskarżony nie kto inny jak naczelny mąciwoda z oryginalnej wersji – George Wickham. Skandal może nie tylko zrujnować reputację Darcy’ego, ale i jego szczęście rodzinne.