Gail Carriger „Bezduszna”


Na wampiry i wilkołaki można się teraz natknąć niemal wszędzie. Rekordy popularności biją filmy i seriale im poświęcone. Także w literaturze pojawiło się sporo książek, w których owe nadprzyrodzone istoty odgrywają ważną rolę. Jedną z nich jest „Bezduszna” Gail Carriger.
Akcja powieści została osadzona w epoce wiktoriańskiej. Życie jednostki regulują konwenanse. Główna bohaterka, Alexia Tarabotti, liczy sobie już 26 wiosen i według ówczesnych standardów jest starą panną. Nawiasem mówiąc, etatową. Matka uznała bowiem, że skoro ojcem Alexii był (o zgrozo!) Włoch, po którym córka odziedziczyła śniadą cerę i wydatny nos, nie ma ona szans na zamążpójście i właściwie już w wieku 15 lat została uznana za starą pannę. Na niekorzyść Alexii działało też niezdrowe (zdaniem matki) zamiłowanie do bibliotek i nieprzystające damie gadulstwo.
Ale panna Tarabotti ma jeszcze jeden mankament, odziedziczony po ojcu, o którym rodzina nie ma pojęcia – urodziła się bez duszy.
G. Carriger zaprasza czytelnika do świata, w którym wampiry i wilkołaki ujawniły się i żyją w koegzystencji z ludźmi. Sprawami istot nadprzyrodzonych zajmuje się BUR – Szacowne Biuro Ultranaturalnych Rzeczy, departament ministerstwa Jej Królewskiej Mości. Oczywiście, wampiry i wilkołaki postępują zgodnie z etykietą. Tym większe jest wzburzenie panny Tarabotti, gdy na przyjęciu atakuje ją krwiopijca. Raz, że to naprawdę nie wypada, dwa, że któryś wampir okazał się na tyle głupi, by zaatakować bezduszną. Jej dotyk neutralizuje bowiem wszelkie cechy nadprzyrodzone.
To oczywiście tylko początek kłopotów, w które zostaje wplątana Alexia oraz jej nadprzyrodzeni znajomi – lord Conall Maccon, alfa miejscowej watahy wilkołaków i lord Akeldama – doskonale poinformowany wampir.
Autorka w ciekawy sposób zaprezentowała wewnętrzną organizację nadprzyrodzonych, którzy tak jak i ludzie są w gruncie rzeczy istotami stadnymi, niezwykle przywiązanymi do miejsca metamorfozy. Wampiry żyją w ulach, na czele których stoi oczywiście królowa, a wilkołaki w watahach.
Osadzenie akcji w epoce wiktoriańskiej dodało książce nieco świeżości. Swoistego klimatu „Bezdusznej” nadaje także humor. Wszystko opisane jest z lekkim przekąsem i przymrużeniem oka. Najgroźniejszym przeciwnikiem dla Alexii nie jest żadna z istot nadprzyrodzonych, lecz własna matka. A z nią trudno policzyć się z pomocą parasolki czy szpilek do włosów (srebrnej i drewnianej).
Gdyby „oczyścić” historię Alexii z fantastycznych zabarwień, ona nadal by się broniła jako zabawna powieść obyczajowa. Między Alexią a lordem Macconem od początku iskrzy, aż miło i wiadomo, że coś z tego będzie. To taki romans w starym stylu.
Rodzina Loontwill skojarzyła mi się z rodziną Bennetów z „Dumy i uprzedzenia” Jane Austen. G. Carriger wykreowała bohaterów wyrazistych i zapadających w pamięć. Oczywiście, na pierwszy plan wysuwa się charakterna Alexia z niewyparzonym językiem i zamiłowaniem do bibliotek, ale jest też przecież Ivy i jej miłość (dwuznaczna ;) ) do nakryć głowy, łatwo wpadająca w histerię matka i ojciec, ledwie mogący wytrzymać w domu z czterema kobietami. Jak ulał pasuje tu jedna z moich ulubionych sentencji o płci pięknej:
„Wystarczy mieć dwie kobiety w domu, by przesiadywać poza domem” (Józef Maciejewski).
Już od jakiegoś czasu żadna powieść nie pochłonęła mnie tak bardzo jak „Bezduszna”. Polecam. A ponieważ to pierwszy tom cyklu, czekam na więcej.

Autor: Gail Carriger
Tytuł: „Bezduszna”
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 320
Data wydania: 2011

Share this:

2 komentarze

  1. Co do książki to nie wiem, czy po nią sięgnę, ale sentencję perfidnie porywam i zamieszczam na moim blogu z cytatami :0

    OdpowiedzUsuń
  2. Wdzięczna prawda? Herbatnik z nią smakuje wyjątkowo ;)

    OdpowiedzUsuń