Luca Di Fulvio „Drabina Dionizosa”

Niby nie powinno się oceniać książki po okładce (dla własnego dobra, bo to bywa czasem złudne), ale jakże ciężko to zrobić. Projekt okładki „Drabiny Dionizosa” przypadł mi do gustu. Z pomysłem, mroczna, ale nie ociekająca kiczem i krwią. Z zainteresowaniem zagłębiłam się w lekturę…
         Schyłek XIX wieku to czas przełomów technicznych oraz narastania tendencji socjalistycznych i dekadenckich. Atmosfera jest więc specyficzna, duszna, przesycona z jednej strony nadzieją na lepsze jutro, z drugiej przekonaniem o wypaleniu ludzkości i jej rychłej zagładzie. W europejskiej metropolii do głosu dochodzi jeszcze jeden czynnik – nadchodzi bóg, który manifestuje swą obecność poprzez krwawe, rytualne morderstwa, w których nie ma miejsca na przypadek. Mordercę próbuje schwytać policjant Milton Germinal, który właśnie został zesłany za swoje wyskoki związane z uzależnieniem od narkotyków na Pijawczak, wyjątkowo parszywą dzielnicę, gdzie nowoczesne metody śledcze nie są znane nawet ze słyszenia.
         W „Drabinie Dionizosa” dopatrywałabym się wpływów twórczości Emila Zoli i jego naturalistycznej koncepcji powieści. Tu nie ma bohatera sympatycznego. Wszyscy są w jakiś sposób zdeformowani, okaleczeni przez otaczającą ich rzeczywistość i muszą walczyć z własnymi demonami. Milton Germinal ucieka od piętna mordercy w złudne narkotykowe wizje. Ignes, tancerka, Królowa Mgieł, w dzieciństwie niejednokrotnie zgwałcona przez ojca, a potem innych mężczyzn, wciąż szuka upodlenia. Są też bohaterowie zdeformowani fizycznie – chory na fokomelię Hrabia Bez Rękawów, doktor Noverre czy karzeł Tristante.
         Luca Di Fulvio z upodobaniem maluje świat ponury i odrażający. Przypominające cmentarze osiedla robotników, w których żyją oni na podobieństwo zwierząt. Piekło Pijawczaka. Instytut Upośledzonych zwany pogardliwie Miastem Zwierząt. Niesprawiedliwość drabiny społecznej, w której jedni mają wszystko, a inni nic (i taki podział utrzymuje się nawet po śmierci). Wrzenie spowodowane ideami socjalistycznymi.
         Podział na dobro i zło w świecie wykreowanym przez pisarza właściwie nie istnieje. Człowiek to jednostka kierująca się tylko i wyłącznie instynktami. Dobrze tutaj wpasowuje się wątek Dionizosa, boga furii, krwawych obrzędów, odwołującego się do najniższych ludzkich instynktów.
         Elementy kryminalne, fantastyczne i mistyczne splatają się w „Drabinie Dionizosa” w całkiem ciekawą i spójną mieszankę, klimatyczną i oryginalną. Wspinaczkę po szczeblach odradzam czytelnikom o co wrażliwszych żołądkach.
         
Autor: Luca Di Fulvio
Tytuł: „Drabina Dionizosa”
Wydawnictwo: Prószyński i S – ka
Liczba stron: 472
Data wydania: 2008

Share this:

5 komentarze

  1. Widzę chwilowa przerwa od fantastyki ;) Chociaż w sumie niepełna, w końcu elementy fantastyki też się tu znajdą, przez co całość brzmi ciekawie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak, czasem trudno uciec od fantastyki. W „Drabinie Dionizosa” to tylko dodatek, ale to jak z dobrą przyprawą. Dodaje smaku ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawie, ciekawie, tylko teraz się boję, czy mój żołądek wytrzyma :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm, włoski autor, wypadałoby zatem sięgnąć:) Okładka rzeczywiście pociągająca

    OdpowiedzUsuń
  5. Alannado – proponuję wcześniejszą dietę oczyszczającą ;)
    Amantedeilibri -wiem, że lubisz Włochy i znasz włoski, a zatem możesz czytać nawet w oryginale. A tak zawsze jest najlepiej.

    OdpowiedzUsuń