Internat (El Internado)

"

"Internat" to hiszpański serial składający się z 7 sezonów, o różnej liczbie odcinków – od 6 do 15. Co więcej, pojedyncze odcinki nie są, jak zazwyczaj w amerykańskich produkcjach, około 40 minutowe, lecz trwają powyżej 70 minut. Żeby więc oglądnąć całość, potrzeba sporo czasu.
Akcja serialu dzieje się w tytułowym internacie, Czarna Laguna (Laguna Negra), elitarnej szkole, zagubionej gdzieś na odludziu. W 1945 r. założono tam sierociniec, w którym przebywał m. in. obecny dyrektor szkoły, Hector de la Vega. Uczniowie mają zakaz opuszczania murów internatu i samodzielnych wycieczek do otaczających go lasów. Kryją one w sobie pewną tajemnicę sprzed lat. Tropiący ją od lat nauczyciel trafia do mrocznych podziemi i dokonuje makabrycznego odkrycia. Jednak ktoś nie chce by sprawa wyszła na jaw. Tak bardzo, że nie cofnie się przed niczym, by zatuszować prawdę…
W całą sprawę zostaje zamieszana grupa uczniów. Marcos Novoa Pazos (Martin Rivas), który przybył do internatu wraz z młodszą siostrą, Paulą (Carlota Garcia) po tajemniczej śmierci rodziców, których ciał zresztą nie odnaleziono. Ich opiekunem jest dyrektor Czarnej Laguny, Hector.

Po początkowych bojach Marcos zaprzyjaźnia się z Ivanem Noiretem (Yon Gonzalez), o którym można powiedzieć, że ma wszystkie wady typowe dla dzieci bogaczy. 

Jego los okazuje się związany z uciekinierką z zakładu psychiatrycznego, która zatrudnia się w internacie jako sprzątaczka, Marią Almagro (Marta Torne).

Do grupy przyjaciół należy też szkolna piękność, Carolina Leal (Ana Celia de Armas)

I jej najlepsza przyjaciółka, a przy okazji spec od komputerów, Victoria Martinez Gonzalez (Elena Furiase). Ona akurat nie pochodzi z bogatej rodziny, lecz trafiła do szkoły dzięki stypendium.

Do paczki zalicza się też karzeł Roque Sanchez Navas, który nie powiem, trochę mnie zaskoczył swoim zachowaniem pod koniec serialu.

Jest też Cayetano, ale no cóż, zobaczycie sami.
Potem do grupy dołącza także Julia, dziewczyna zbuntowana i obdarzona specyficznymi zdolnościami. Widzi bowiem i może rozmawiać z duchami.

Zresztą każda postać ma swoją tajemnicę i właściwie do samego końca nie jest pewne, kto jest tym dobrym, a kto złym.
Serial to prawdziwa mieszanka stylów. Na początku sporo w nim elementów grozy, horroru. Są tajemnicze wydarzenia, narasta strach. W lesie przemykają dziwne stwory, w podziemiach jest nie lepiej. W nocy z lasu bije słup dziwnego światła, a zapisane w starym pamiętniku słowa brzmią dziwnie złowieszczo:
„Najpierw było światło, potem zaczęły się zbrodnie”.
Jednak w pewnym momencie twórcy serialu zdecydowali się trochę odejść od zjawisk paranormalnych i wszystko (no prawie wszystko) udało się racjonalnie wytłumaczyć. Jak dla mnie, trochę szkoda.
W serialu sporo też perypetii miłosnych bohaterów. Momentami trochę mnie to denerwowało, bo oczekiwałam na rozwiązanie akcji, a tu kolejne romanse, trójkąty, zdrady itp., które mnie wydają się drugorzędne.
Trochę „przeładowano” też serial elementami komediowymi, głównie z udziałem najmłodszych, trójki Paula, Evelyn i Lucas. Ich sposób patrzenia na świat bywa zabawny (zwłaszcza wtedy, gdy Evelyn opowiada o rozwodzie rodziców i nowej kochance ojca), ale jest tego za dużo i w efekcie rozbija główny wątek fabularny.

Czy warto więc oglądać? Pomimo tych wad, podobało mi się. Nie znam serialu podobnego do „Internatu” – a to już jest duży plus. Oglądałam z zaciekawieniem. Podoba mi się też zakończenie, domknięcie wszystkich wątków, wielkie fajerwerki ;), trochę wzruszeń, zwycięstwo dobrych, ale nie bez strat. W „Internacie” ludzie umierają naprawdę i to nie tylko bohaterowie drugorzędni, ale postacie z pierwszego planu.
I jeszcze tytułem zachęty, dwóch przystojnych panów.
Fermin de Pablo alias Carlos Almansa (Raul Fernandez)

Oraz  Hugo Alonso (Javier Rios)

Share this:

13 komentarze

  1. Ja nie uważam, że przesadzili z elementami humoru. Wiadomo, serial trzymał w napięciu, więc chciało się jak najszybciej wiedzieć co dalej, ale nie uważam, że był przeładowany scenami z dzieciakami czy romansami. Choć stosunkowo za długo trwał dla mnie romans Marcosa i Amelii.
    Co do dwóch przystojnych panów to kwestia gustu :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Być może moja niecierpliwość brała górę, dlatego tak mnie drażniły wstawki komediowe i melodramatyczne. A co do panów - wiadomo, o gustach się nie dyskutuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie najbardziej niecierpliwiły w momenty, gdy Julię nawiedzali zmarli. Zanim się do nich zbliżyła i powiedziała o co im chodzi trochę się schodziło. A co do tych przystojniaków to jeśli mam wybierać to wolę Raula. Jego facjata wzbudza jakąś większą sympatię.
    A dzieciaki... trzeba przyznać, że dziewczynki nieźle aktorzyły.

    OdpowiedzUsuń
  4. Raul miał też sympatyczniejszą rolę i łatwiej było go polubić. Zmarli mają dużo czasu, więc się im nie spieszyło ;) Co innego nam, niecierpliwym. A dziewczynki rzeczywiście były urocze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niby tak, ale Hugowego od pierwszego wejrzenia nie polubiłam.
    Oj nie spieszyło im się, szczególnie Evie.
    Został mi jeszcze 7 sezon do obejrzenia. Zastanawiam się czy Carolina nawiedzi Julię, ale nie mów mi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. a dziewczynki były urocze, ale momentami wkurzające, że nie wiem

    OdpowiedzUsuń
  7. A mnie jakoś od początku Hugo wpadł w oko ;) Dobrze, będę milczeć jak grób. Nawet trochę ci zazdroszczę, że nie znasz jeszcze zakończenia.
    U dzieci granica między urokiem a wkurzaniem jest wyjątkowo cienka :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem czy oglądałaś Królową południa (La Reina del Sur), tam też każdy odcinek trzyma w napięciu. Bardzo dobra produkcja. Eduardo Velasco miał tam ciekawszą rolę niż tutaj.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie, nie oglądałam. Dodam do swojej listy do obejrzenia. Strasznie długa się ona robi.

    OdpowiedzUsuń
  10. no niestety jest tyle rzeczy do obejrzenia, przeczytania itd. a tak mało czasu.
    Skończyłam oglądać. Ta Amaia od razu wydawała mi się wredna. Szucz jedna.
    Trochę bałam się, że ich więcej wybiją na koniec, ale na szczęście przeżyli. Tylko biedaczek Fermin... :(

    OdpowiedzUsuń
  11. To prawda, doba zdecydowanie za krótka, żeby zrobić choć połowę zaplanowanych rzeczy. Zdecydowanie.
    Tak, nie było jakiegoś wielkiego pogromu na koniec, ale Fermina nie darowałam im do dziś. Jak tak można.

    OdpowiedzUsuń
  12. A w ogóle wyjaśniła się sprawa adwokata rodziców Marcosa? Nie wiem czy coś przeoczyłam czy ominęli w końcu jego wątek.

    OdpowiedzUsuń
  13. Szczerze mówiąc - przyznaję bez bicia - nie pamiętam. Ale wiem, że nie wszystkie wątki były dokładnie pozamykane, więc to może być jeden z nich.

    OdpowiedzUsuń