Margaret Atwood „Zbójecka narzeczona”


Czytanie „Zbójeckiej narzeczonej” przypomina obieranie cebuli. Historia zaczyna się może nie od końca, ale od środka. Trzy przyjaciółki – Roz, Tony i Charis w barze o wiele mówiącej nazwie „Toxique” natykają się na Zenię. Nie dość, że sporo namieszała w ich życiu, a zwłaszcza w relacjach damsko – męskich, to jeszcze wmówiła im, że nie żyje. Teraz wraca, a bohaterki znów muszą zmierzyć się z przeszłością, o której próbowały zapomnieć.
         M. Atwood z upodobaniem opisuje zwykłe – niezwykłe losy kobiet. Z każdej zdziera kolejne warstwy, by odsłonić to, co najważniejsze. Wraca do wspomnień, osób i miejsc, które je ukształtowały. Każda przeszła metamorfozę, wyrzekła się przeszłości, co symbolizuje zmiana imienia.
         Kobiece postacie są całkiem ciekawe. Tony, malutka „wielbicielka” historii, a zwłaszcza bitew; Charis, święcie wierząca w świecidełka, amulety i przepływy energii, a w końcu Roz, nie do końca typowa kobieta sukcesu.
         No i Zenia, która odbija się w każdej z nich. Kim naprawdę jest? Tego nie wiadomo. Historyjek o sobie opowiedziała tak wiele, dostosowując do oczekiwań trzech przyjaciółek, że „istoty” Zeni nie sposób się domyślić.
         Nie przepadam za szufladkowaniem literatury na damską i męską. Co więcej, niezbyt często czytuję „literaturę kobiecą”. Jednak dla „Zbójeckiej narzeczonej” zrobiłam wyjątek i nie żałuję. Świetnie się czyta, nawet przy takim napakowaniu szczegółami. Ale trochę rozczarowało mnie zakończenie. Więcej spodziewałam się po tej demonicznej Zeni. No ale cóż. Czy Zenia była naprawdę demoniczna, czy taką zrobiły ją oczekiwania Tony, Roz i Charis?


Autor: Margaret Atwood
Tytuł: „Zbójecka narzeczona”
Wydawnictwo: C&T
Liczba stron: 425
Data wydania: 2008

Share this:

0 komentarze