Odyseja szaleństwa – Łukasz Malinowski „Skald. Kowal słów” t. I i II



Ainar jak przystało na rasowego węglożercę oddaje się swemu ulubionemu zajęciu – przesiaduje w karczmie na obrzeżach świata i z zapałem godnym lepszej sprawy przepija zdobyte w pocie czoła srebro. Ale jak się jest tak sławną postacią, nawet upić się w spokoju nie można. I oto zjawia się postać rodem z bajek dla niegrzecznych dzieci – Ali Czarny Berserk i składa Ainarowi propozycję nie do odrzucenia. I to dosłownie.
         Göllnir krzyczał poecie do ucha by się zgodził, bo z tego z pewnością będą kłopoty, a za kłopotami zawsze podąża srebro.
Ł. Malinowski, Kowal słów, t. 1, s. 75.
         I jak tu nie ulec pokusie?
         Kagan Tirus Wielki, władca Glaesir, rozkazuje, by Ainar zabawił się w swata i w jego imieniu udał się do króla Odainsaku, Kola Małego. Obaj mają ze sobą na pieńku, a ich królestwa znajdują się w stanie permanentnej wojny. Tirus wpadł więc na prosty pomysł. Ponieważ rywal ma córkę, Ingigerd, jedyną dziedziczkę, ożeni się z nią i w ten sposób połączy oba kraje pod swym berłem. Jednak Kol wymyślił kilka paskudnych prób dla kandydatów starających się o rękę królewny. Kto im nie sprosta, tego czeka śmierć. Tirus wysłał już wielu śmiałków, ale żaden nie wrócił z wyprawy. Czas więc na Ainara, słynnego rzeźnika z Północy. W wyprawie towarzyszą mu Ali Czarny Berserk, hamramir Haukrhedin, w którego głowie mieszka człowiek i jastrząb oraz Alosza Czuryłowicz, przedstawiciel miejscowej arystokracji.
         Z przyjemnością donoszę, że „Kowal słów” w przeciwieństwie do „Karmiciela Kruków” to już powieść pełną gębą. Czyta się ją o wiele lepiej i jest znacznie bardziej wciągająca. Momentami jeszcze brakuje epickiego zacięcia, ale poprawa stylu jest widoczna. Ł. Malinowski sięgnął po baśniowy motyw – wyprawy po księżniczkę, w trakcie której bohater musi przejść kilka prób, by okazać się godnym jej ręki. Tyle że w tym wypadku i bohater jest lekko podejrzany, i panna niezbyt cnotliwa.
         Akcja „Kowala słów” toczy się na Wschodzie, obrzeżach znanego wikingom świata. Autor połączył nazwy państw i miast występujące w sagach z własną wyobraźnią i stworzył krainy pełne cudów i dziwów. Świetnym pomysłem jest wykorzystywanie nazw własnych używanych przez wikingów, np. Miklagard  zamiast Bizancjum. To sprawia, że niby poruszamy się po świecie realnie istniejącym, ale oglądanym oczami głównego bohatera Ainara Skalda i znacznie mniej swojskim.
         W śmiechu odrmada i krzyku Göllnira tkwi ziarno prawdy: życie i śmierć są dwoma obliczami tego samego szaleństwa, a ono drwi sobie ze zdrowego rozsądku.
         Ł. Malinowski, Kowal słów, t. 1, s. 245.
         Gdybym jednym słowem miała opowiedzieć o czym jest „Kowal słów” rzekłabym krótko – o szaleństwie. Ainar, poeta, to wiadomo, że szalony. Ali wpada w szał berserków, więc też szaleniec. Ale najciekawszą postacią dla mnie jest Haukr i Hedin, człowiek i jastrząb. Ten to już zupełnie ma nie po kolei w głowie. Ale wygnaniec o dziwnej i pokrętnej moralności, która z naszą etyką nie ma nic wspólnego, świetnie pasuje do świata szalonego Göllnira. Poza tym hamramirów spotyka się w literaturze rzadko. Ja przynajmniej nie kojarzę żadnego innego. Jest więc posmak świeżości.
         „Kowal słów” ma rozmach, którego brakowało „Karmicielowi kruków”. Tym razem historia jest pełnokrwista i wielowątkowa o temacie starym jak świat i wciąż aktualnym – grze o tron. Są podstępy, pojedynki, bitwy, czarodzieje, zdradzieckie karły, a nade wszystko ocean szaleństwa. No i Ainar Skald w formie. Nawet słynny Egil Skallagrimson mógłby mu nie sprostać.
        
Autor: Łukasz Malinowski
Tytuł: „Kowal słów”, t. I i II   
Cykl: Skald
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica 
Liczba stron: 373, 285

Data wydania: 2014 

Share this:

0 komentarze