Winston Graham „Warleggan”

„Warleggan” Winstona Grahama to czwarta część „Dziedzictwa rodu Poldarków”. Jej akcja toczy się oczywiście w Kornwalii, w latach 1792 – 1793.
         Pogodzeni po burzliwych sporach Francis i Ross próbują znaleźć nowe złoża, uratować kopalnie, a przede wszystkim siebie i swoje rodziny, gdyż obaj są zadłużeni po uszy. A na ich najmniejsze potknięcie czeka George Warleggan. Ale los/fortuna/przeznaczenie bywają wyjątkowo kapryśne. Czasem, gdy porażka wydaje się niemal pewna, nadchodzi niespodziewany sukces.

         Sukces ma w sobie zawsze coś z hazardu, stanowi połączenie szczęścia i trafnej oceny sytuacji, co pozwala człowiekowi czuć, że na to zasłużył, a jeśli jest skromny, zdawać sobie sprawę, że uśmiechnął się do niego los.
         W. Graham, „Warleggan”, s. 283.

         Także życie uczuciowe bohaterów staje się poplątane. W Rossie odżywa uczucie do Elizabeth, a zazdrosna Demelza nie pozostaje dłużna. Zwłaszcza, gdy w okolicy pojawia się przystojny szkocki oficer.
        
         Dla tych, którzy oglądali serialowego „Poldarka” (w tym mnie) fabuła nie może być zaskakująca. Dzieje się jednak naprawdę sporo. Sukcesy przeplatają się z porażkami, miłość z nienawiścią. Bohaterowie, których poznaliśmy w poprzednich tomach, stale się rozwijają, ukazując nam nowe oblicza. Dotyczy to zwłaszcza Rossa, na którego charakterze pojawia się rysa, ale i Demelzy, która raz po raz pokazuje pazur. I aż się dziwię, że Ross mógł wzdychać do Elizabeth, mając przy boku taką kobietę. Ale co ja tam wiem, nie jestem facetem ;)
         Elizabeth stoi może trochę w cieniu, ale z pewnością to wokół niej skupia się spora część wydarzeń. To kobieta, która niszczy innym życie, gdyż nie potrafi podjąć decyzji. No i oczywiście jest George Warleggan, taki typowy pająk, który niby pozostaje w cieniu, ale snuje swoje zdradzieckie sieci. W tej części zdecydowanie może być usatysfakcjonowany.
         Sporo miejsca autor poświęca Dwightowi Enysowi i Caroline Penvenen. Jak na dobry romans przystało, mamy tu walkę uczuć z obowiązkiem i honorem, nieporozumienia i nagłe zwroty akcji. Jedno, co mnie zaskoczyło w stosunku do serialu, to fakt, że Ross zdecydowanie nie przepada za Caroline i uważa, że nie pasuje do Dwighta, gdyż w małżeństwie wycierałaby sobie buty poczciwym lekarzem.

W tle burzliwych losów rodu Poldarków rozgrywają się krwawe wypadki we Francji i dojrzewa nieuchronna wojna Francji z Anglią. Tak jak i w poprzednich tomach, Winston Graham pozostaje wrażliwy na nędzę zwykłych ludzi. Narażają oni życie, szmuglując towary, gdyż po prostu nie mają innego wyjścia. Pracują w niezabezpieczonych kopalniach, zdając sobie sprawę z ryzyka. Ale tylko tak mogą wyżywić siebie i swoje dzieci.
Nie dotyczy to tylko niższych warstw społecznych, ale także popadającej w ubóstwo arystokracji. Jaskrawym przykładem jest Ross i Nampara, ale niszczeje też Trenwith i inne rodowe siedziby.

Zawsze najbardziej nienawidziłem w życiu właśnie tego: bezsensowności, bezużyteczności, nagłych zwrotów, które robią z nas głupców, sprawiają, że wszystkie nasze wysiłki i plany idą na marne…Ross do Dwighta, s. 121.

Fatalizm, zależność człowieka od zdarzeń losowych i okoliczności wisi nad wszystkimi bohaterami czwartej części „Dziedzictwa rodu Podarków”. Człowieka nie spotyka to, na co zasługuje, lecz to, co zsyła mu los. Refleksja gorzka, lecz jakże prawdziwa.
Seria o Poldarkach utrzymuje wysoki poziom, a ja już biorę się za piąty tom. Pierwszy, w którym nie wiem, co się wydarzy. Jakie to miłe uczucie.

Autor:  Winston Graham  
Tytuł:  „Warleggan”
Cykl: Dziedzictwo rodu Poldarków
Tłumaczenie: Tomasz Wyżyński  
Wydawnictwo: Czarna Owca  
Liczba stron: 488

Data wydania: 2016

Share this:

0 komentarze