Życie usłane drzazgami - Joe Abercrombie „Pół króla”


„Pół króla” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Joe Abercrombie. W sumie sięgnęłam po nią głównie dlatego, że spodobała mi się okładka. Nieprzekombinowana, elegancka – dokładnie taka jak lubię. Nie bez znaczenia były też wydrukowane na okładce słowa zachęty G. R. R. Martina, choć tu zachowywałam pewną ostrożność. Bo ładna okładka przynajmniej zawsze wygląda dobrze na półce, a słowa zachęty… No cóż, papier wszystko przyjmie, a jeżeli dany pisarz jest tak na fali jak teraz G. R. R. Martin, to sięga się po niego bez opamiętania.
         „Pół króla” otwiera trylogię „Morze Drzazg”. I w zamyśle autora – jest skierowana do młodszego czytelnika. Czyli tak popularne teraz young adult (YA) w wersji fantasy.
         Głównym bohaterem powieści jest Yarvi, królewicz Gettlandi. Młodszy syn króla, z jedną niesprawną ręką. Yarvi nie nadaje się na wojownika, więc szykuje się do tego, by być ministrem – doradcą króla. Kimś w rodzaju maestra z sagi G. R. R. Martina. Jednak los bywa przewrotny – ojciec i brat Yarviego giną tragicznie, a on sam zostaje królem. W społeczeństwie, które u mężczyzn ceni przede wszystkim umiejętności wojownika, Yarvi nie ma większych szans na przetrwanie. Stryj Odem dokonuje przewrotu i jest przekonany, że kaleka zginął.       Jednak Yarvi przeżył i jako niewolnik na galerze planuje zemstę i powrót na Czarny Tron.
         „Pół króla” to fantasy, które jest pokłosiem sukcesu „Pieśni lodu i ognia” Martina. Czyli bez wszechobecnej magii i smoków. Są za to polityczne intrygi i jak najbardziej ludzkie uczucia, a wśród nich króluje zemsta i żądza władzy. Choć jest to jednak powieść napisana z myślą o młodszym czytelniku, więc mniej skomplikowana, mniej brutalna i skupiona na jednym głównym wątku.
         Gettlandia jest wzorowana na społeczeństwie średniowiecznych wikingów. Nie bez kozery mieszkańców tej krainy nazywa się Inglingami. To miano nosili na poły legendarni królowie Norwegii, rzekomo wywodzący się od samego boga Freja. To tylko jedno z podobieństw, ale zamysł jest wyraźny. Zresztą służący za motto cytat z „Eddy poetyckiej” nawet mniej zorientowanych skieruje we właściwym kierunku ;)
Joe Abercrombie próbuje bawić się wyświechtanymi kliszami. Z różnym skutkiem. Na przykład nie wyszła mu koncepcja starszych istot, elfów. Oprócz kilku sztampowych uwag o stworzonych przez nich wspaniałych budynkach, potężnej magii, jaką dysponowali, a wreszcie elfich ruinach, z których wieje zgrozą, nic innego nie dostaniemy. O, wrzucenie Yarviego i jego wesołej kompanii do jednego z takich miejsc mogłoby być ciekawe. Ale nic z tego. Przynajmniej nie w tym tomie.
Za to autor dobrze wywiązał się ze stworzenia kreacji bohatera – antybohatera jakim jest Yarvi. Lubię tego kalekiego królewicza, choć do końca nie wiem dlaczego. Bo nie można o nim powiedzieć, by był to młodzian zbyt sympatyczny. Inteligentny i opętany żądzą zemsty – to prędzej. A jednak przewrotnie czuję do niego sympatię.
Podoba mi się też sposób, w jaki Joe Abercrombie wykorzystał motyw wędrówki. „Pół króla” mieści się w schemacie powieści opisujących dojrzewanie młodego bohatera i odkrywanie przezeń siebie samego. Wędrówka przez świat to symbol poznawania siebie samego. A tu psikus – podróż ma kształt koła i prowadzi do punktu wyjścia. To mi się podoba J
„Pół króla” przeczytałam bardzo szybko i bez znużenia. Ale gdy zamknęłam książkę, zdałam sobie sprawę, że nie bardzo mnie ciekawi, co się stanie z Yarvim w kolejnych tomach. To rozrywkowe fantasy, ale z gatunku tych, które czyta się lekko i równie lekko zapomina.

         Wpis bierze udział w wyzwaniu Hadyny z  Rozkminy Hadyny – Czytam literaturę angielską: http://rozkminyhadyny.blogspot.com/2016/01/wyzwania-czytelnicze-2016.html

 
Autor: Joe Abercrombie
Tytuł: „Pół króla”  
Cykl: Morze Drzazg
Tłumaczenie: Agnieszka Jacewicz
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 400

Data wydania: 2015 

Share this:

0 komentarze